Czas kończyć sezon

Czas kończyć sezon



Jesień tego roku jest naprawdę piękna. Dookoła otacza nas niezliczona ilość barw. Świat pomalowany przepiękną paletą kolorów, pieści nasze oczy czarem bajkowych doznań. Tylko rzeka płynie jakby wolniej, jakby już wykonała coroczną pracę i tylko toczy leniwie swe wody. Już zatarły się różnice w stadach kaczek. Już nie widać różnicy między starymi a tegorocznym wylęgiem. Bez żadnej hierarchii bujają się na delikatnych falkach i wypatrują kolejnych, rzucanych im przez wędkarzy kąsków. Na niebie świeci ostre jak na tą porę roku słońce. Leniwie, choć majestatycznie przesuwają się malutkie, kłębiaste chmurki. Gdzieniegdzie szybują ciągle nie najedzone mewy i znacznie od nich większe rybitwy. Toczy się między nimi stała walka, o lepsze miejsca w najbliższym sąsiedztwie wędkarzy. Są w każdej chwili gotowe podjąć próbę, wyłowienia czegoś wrzuconego przez wędkarza do wody. Często po takim nalocie wyglądają na zdziwione, ponieważ zamiast smacznego kąska, w wodzie ląduje szybko tonąca przynęta. To właśnie w taki dzień, po długiej przerwie, wybrałem się nad wodę w poszukiwaniu jesiennego sandacza. Minęło wiele dni zanim zastrzyki i maście zrobiły swoje i moje biedne plecki wróciły do formy. Korzonki to straszne paskudztwo, (którego nikomu nie życzę) poddało się po prawie trzech tygodniach. Dobrze że nie chciały zadomowić się we mnie na dłużej, bo końcówkę sezonu przejęczał bym w domu.

 

 

 

 

No dobrze, ale przecież nie o moich plecach miałem Wam opowiedzieć.



Ogólnie uwielbiam tą porę roku, choćby z tego powodu że cichnie zgiełk. Nad wodą niema już tłumów, pozostają jedynie najwytrwalsi. Jest jeszcze kilka osób, próbujących złowić zaspanego leszcza, choć większość szuka dużej płoci. Znikają gruntowe fedeery z koszykami a ich miejsce zajmują odległościówki i baty. Uzbrojone na końcach zestawów w złociste ziarna kukurydzy, w których rozsmakowały się zalewowe płocie. Jednak zdecydowana większość to my, spinningiści. Dopiero o tej porze roku odbywa się, (co prawda przez nikogo nikogo nie ogłaszana) rywalizacja między łowcami drapieżników. W tym roku na Kanale Cegielinka przybyło jesiennych łowców. Wały Chrobrego corocznie oblegane przez wędkarzy są obecnie w remoncie. Dlatego na pozostałych łowiskach, populacja spinningistów nieoczekiwanie się zwiększyła. Ma to dobre i złe strony. Dobre, to możliwość poznania nowych kolegów po kiju. Możliwość wymiany doświadczeń i te inne wędkarskie "obrządki". Gorsza dla tych, którzy lubią spokój i nieograniczone przestrzenie. Jednak ogólnie wędkarz jak chce, a właściwie musi to do wszystkiego się szybko dostosuje. Żadne warunki nie przeszkodzą w rywalizacji z mętnookim barbarzyńcą, tylko żeby ON chciał się bawić...

 

 




W tym roku na wiosnę łowiłem lekkim spinningiem, choć zaopatrzyłem się w nowiutkiego "Maxima Kilera" 2,85 / 15-45g . Początkowo byłem do niego nastawiony sceptycznie, choćby dlatego że to nie wklejanka. W opisie ma że jest specjalnie wymyślony i zaprojektowany do połowu sandaczy. I co tu dużo mówić, taki jest !!!  Jak powiadają nie wszystko złoto co się świeci. Podobnie jest z tym patykiem. Nie jest to kij w cenie wklejanek, jednak gwarantuje że zachowuje się lepiej niż niektóry, nawet przekraczający cenę kilku setek kij. W tym sezonie złowiłem na niego mnóstwo sandaczy, w tym największego jaki się uczepił w tym sezonie (70cm) Wyholował wcale nie małego bolka. Wypróbował swoje możliwości na sumikach i choć to nie parabola to wcale nieźle radził sobie ze szczupaczkami. Mam nadzieje że jeszcze nie pokazał wszystkiego i w ostatnie dni kończącego się sezonu przytnie jakiegoś mutanta. 



Z taką właśnie myślą posyłam kolejny raz seledynowo - czerwone kopytko, niemalże pod przeciwległy brzeg kanału. W mojej głowie życzenia jak czary rozbrzmiewają w rytm jakiejś nie kończącej się mantry. To będzie teraz!!! Właśnie tam w tym miejscu, w które wpadło kopytko, czeka na mnie życiowy przeciwnik... Może to śmieszne, jednak myślę że każdy ma swój sposób na utrzymanie w sobie nadziei na sukces. Przecież każdy kolejny rzut może się nim skończyć, póki przynęta w wodzie. Kolega po mojej prawicy co któryś rzut smaruje gumową rybkę jakimś paskudztwem i dodatkowo na nią pluje. Zapach tego czegoś jest tak okropny że z podmuchem wiatru, moje nozdrza się automatycznie zamykają, odcinając tlen. Kurczę, współczuje sandaczom !!! Na ich miejscu spieprzał bym przed taką przynętą, nawet piechotą i na bosaka brzegiem. Ale to moje zdanie, on uważa że to jego czary i oby działały. Inny z moich kolegów ma całkiem inny cwancyk związany ze spinningowaniem. Szczególnie można to zaobserwować właśnie jesienią, kiedy drobnica odpływa od brzegowych płycizn, a za nią sandacz. Rzuty wówczas muszą być o wiele dłuższe i właśnie na takie rzuty kolega znalazł sposób. Wygląda to tak: W momencie kiedy po wykonaniu zamachu, palec uwalnia plecionkę. Kolega energicznym ruchem unosi do góry, zgiętą w kolanie lewą nogę. Trzyma ją w górze tak długo, aż przynęta nie zetknie się z lustrem wody. Stojąc tak przypomina wiecznie zdziwioną czaple, ale skoro to działa...

 

 



 

Zostawmy na chwile magię, ponieważ coś się dzieje. Kątem oka zauważam że jakieś dziwaczne ruchy wykonuje kolega stojący kilkanaście metrów obok po lewej. Krzyczy coś niezrozumiałego. Krzyczy tak donośnym głosem, że mimo niezrozumienia zwróciłby uwagę nawet głuchego jak pień. Podbiegają już do niego dwaj sąsiedzi, z których jeden ma w ręku większy podbierak od drugiego. Prawie wszyscy zapominają kręcić swoimi maszynkami i bacznie obserwują akcje. Faktycznie z daleka wygląda to dość konkretnie. No chyba że koleś ma w ręku spina na małe okonie, ale gnie się niemiłosiernie. Nie uczestniczę w akcji, ale obserwując czuje jak podnosi mi się adrenalina i robi się jakoś radośniej. Akcja trwa już kolejną minutę. W pewnym momencie wygląda to tak jakby ryba przymurowała do dna i nie miała najmniejszego zamiaru na kontynuowanie zabawy. Ale co to? nagła zmiana sytuacji. Koledzy podpowiadający i trzymający podbieraki gotowe do użycia, nagle machają znacząco rękoma i odchodzą. Okazuje się bowiem że to zwykły zaczep, a szczytówka pracowała w momencie ślizgania się gumy, po starej plecionce. 



No cóż często bywa nad wodą i tak. Jednak kiedy tego rodzaju sytuacje, zdarzają się w okresach kiedy brania są rzadkością. Podnosi to adrenalinę, a już na pewno takie podpuchy pomagają się rozgrzać. Dobre i to...

 

 




Tak zmotywowany wymieniam kolejne gumowe zabawki. Zmieniam techniki prowadzenia przynęty. Prowadząc to szybciej, to na przemian wolniej. Podrywam wyżej, wlekę leniwie po dnie i wciąż zero kontaktu z sandaczem. Czyżbym miał z góry ustalony limit i te ostatnie mętniaki trafiłem przed choróbskiem??? Fakt że dzień przed tym, w którym rano zgiąłem się i już tak zostałem. Mogę uznać za jeden z najlepszych w tym sezonie. Może nie obfitował w szczególne okazy, ale czy często się łowi w trzy godziny 12 sandaczyków + dobrze wymiarowego szczupaka? Tak, taki był ostatni wypad na ryby w ostatnich "godzinach" października. Wogóle październik dał dużo powodów do radości. Mnóstwo wyholowanych sandaczy i szkoda tylko dwóch rzeczy. Po pierwsze że się za szybko skończył, a drugi to to że 90% ze złowionych sandaczy nie przekraczała nowego wymiary. Mnie to osobiście nie smuci, bo i tak prawie wszystkie zwracam wodzie. (a zabawa przepyszna) Jednak muszę z radością stwierdzić że nie brali i inni. Coraz mniej widuje nad wodą spinningistów, mięsiarzy i to cieszy najbardziej. Tak duża ilość tegorocznych sandaczy świadczy o tym że dobrze im w Odrze i Regalicy. Tylko muszą uważać na sieci barbarzyńskich rybaków, oni niestety nie wypuszczają...nawet takich po 30 cm.....zgroza !!! Dobrze by było żeby zima tego roku była na tyle skuteczna, aby uniemożliwić im stawianie sieci do wiosny.

 

 



 

Mój limit czasowy (wiadomy dla wtajemniczonych), a więc dwie godzin dobiega końca. Mimo moich wysiłków, pobożnych życzeń i czarów nic nie przyniosło sukcesu. Powtórzyła się sytuacja z poprzedniego roku i zakończenie sezonu, okazało się tylko miłą chwilą spędzoną nad wodą. Porobiło się, ale od kilku sezonów jest tak że drobnica wraz z drapieżnikami opuszcza kanał. Pewnie brak podwodnych zawalin, stanowiących doskonałe schronienia zniechęca drapieżniki. Wędkarze już nie dokarmiają zanętami białej ryby, więc niema powodu się tu kurczowo trzymać. Również zbliżająca się zima powoduje że ryby schodzą w głębsze, mniej dostępne z brzegu partie rzeki. Tam szykują się do przetrwania zimy i nabierają sił do wiosennego tarła. Ich prawo. Muszę, musimy to uszanować i grzecznie poczekać do maja. Mając nadzieje że w przyszłym sezonie wróci ich więcej, będą większe i często dadzą nam popalić. Z tą filozoficzną myślą złożyłem swój spinning i pokłoniwszy się wodzie wróciłem do domu. Będę oczywiście w okresie zimy i wczesnej wiosny tu często zaglądał. Jednak już bez wędki, tylko i wyłącznie jako spacerowicz. Nie potrafię żyć bez niej i myślę że i ona się do mnie przyzwyczaiła. Stanowimy jakąś jedność, bynajmniej ja to tak czuje i już niech się to nie zmieni....

 

 



 

Zawsze w pierwszych dniach grudnia, konserwuje i chowam swoje zabawki. Wówczas przelatują przed oczyma obrazki z wielu minionych wypadów na ryby. Są w nich wspomnienia zabawne, czasem nieco smutne, a często nad wyraz szczęśliwe. Myślę wówczas że jestem szczęściarzem. Bo jak inaczej można nazwać moje uczucie do wędkarstwa. Jestem wdzięczny losowi że złapałem bardzo wiele lat temu tego zarazka i że nikt nie zdołał mnie z niego wyleczyć. Jestem szczęśliwy również z tego powodu, że do uprawiania tego hobby, życie pozwoliło mi mieszkać w cudownym miejscu. Moje wyprawy na ryby nie muszą być planowane. Ja mam wodę na wyciągnięcie ręki. Pięć minut do Cegielinki i do Regalicy, dziesięć do Odry, na około wiele ślicznych jezior. Ja po prostu biorę wędkę i za pięć minut przeżywam kolejną przygodę. Woda jest moim życiem i czerpię z niej siłę. Powiadają że nie przesadza się starych drzew. Ja powiem inaczej :- nie pozbawia się wędkarza wody i dlatego nigdy nie chciałbym opuścić tego miejsca. Mam nadzieje że los nadal będzie dla mnie łaskawy, czego oczywiście sobie życzę!!!

 

 

 

 

Grudzień na szczęście jest miesiącem, w którym nawet bez wędkowania nie idzie się nudzić. Czas wytężonych zakupów, przygotowania do świąt, niektórzy już się stroją na sylwestra. Ja w chwilach wolnych, zaczynam szykowanie zimowego sprzętu na zgoła inne rybki. No tak, przecież mieszkam pół godziny od wspaniałej rzeki INY. Więc mowa oczywiście o jeszcze bardziej walecznych i cieszących wędkarskie ego rybkach. Tak, tak, mowa o królowych pomorskich, górskich rzek i rzeczek. Mowa o wędrownej troci, którą to od pierwszego stycznia wolno łowić. Choć ja zawsze mówię że warto za nią spacerować, po najdzikszych zakątkach nieokiełznanej rzeki. Zobaczymy jak sprawdzą się nowe zabawki. Wobki, miedziane błyszczące i matowe blaszki, gromadzone przy okazji innych zakupów. Pewnie i Wy to macie że jak przechodzicie koło wędkarskiego sklepu, to naraz wszystkiego brakuje. Niestety nie potrafię się oprzeć przed zajrzeniem do środka. Kiedy już tam wejdę, po prostu płynę, oczywiście z kasy. Wszystko wydaje się jakieś inne od tego co zalega moje pudełka, a właściwie pudła. Dopiero po dotarciu do domu okazuje się że nabyte niby nowości, od dawna są w posiadaniu naszych pudełek. Jednak nie jest to aż taki powód do zmartwień. Przecież większość ludzi coś kolekcjonuje! Na coś trzeba wydawać pieniądze, a na co może wydawać wędkarz??????? Właśnie z okazji zbliżających się świąt liczę na domyślność mikołaja i gwiazdora. Mam nadzieje znaleźć pod choinką podarki, bezsprzecznie związane z wędkarstwem. Oczywiście i Wam życzę bogatego gwiazdora! Oby każdy w zdrowiu znalazł pod choinka swój wymarzony prezent.

 

Z wieloma zakolegowanymi wędkarzami spotkam się dopiero na wiosnę, jednak niektórych spotkam ze spinningiem nad Iną. Jednym i drugim, a także nie wędkarzom życzę zdrowych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia. Wiele szczęścia w Nowy 2012 Roku Obyśmy zdrowi i w znakomitej kondycji doczekali i przeżyli jeszcze wiele niezapomnianych chwil na naszych łowiskach. Aby wspaniałe przygody umieszczały nas w swoich scenariuszach. Najlepiej w rolach szczęśliwców!!!!!!!!!



pozdrawia i połamania



                                  jurcys (Jurek Borus)

Temat: Czas kończyć sezon

Nie znaleziono żadnych komentarzy.

Wyszukiwanie

Kontakty

Jurek Borus

           

nazwa która pojawi się w chmurce po najechaniu myszką
Pogoda Szczecin z serwisu
www.wedkarstwotv.pl
tekst alternatywny


       

nazwa która pojawi się w chmurce po najechaniu myszką
nazwa która pojawi się w chmurce po najechaniu myszką
nazwa która pojawi się w chmurce po najechaniu myszką